Postanowienia noworoczne – dlaczego tak trudno ich dotrzymać.

Postanowienia noworoczne – dlaczego tak trudno ich dotrzymać.

Przychodzi taki czas, kiedy każdy chce coś zmienić w życiu na lepsze. To koniec roku. Niektórzy planują już na początku grudnia, inni – po świętach. O ile to wszelkiego rodzaju sklepy przeżywają oblężenie przed Gwiazdką, o tylko od początku roku swój szczyt mają siłownie, baseny, apteki.

Postanowienia noworoczne same w sobie nie są złe. Mają służyć poprawie jakości życia.

Czy to rzucenie palenia, regularne ćwiczenia albo spacery, przeprowadzka w Warszawie do większego mieszkania, zmiana pracy, zdrowsze odżywianie, ograniczenie zakupów, alkoholu, internetu – wszystko ma poprawić naszą egzystencję.

Wydaje się, że początek nowego roku to idealny moment na wprowadzenie tych zmian w życie. To bardzo specyficzna granica psychologiczna, której przekroczenie ma dać nowy, lepszy początek wszystkiego.

Czasami to działa. Kiedy 2 stycznia kupi się karnet na siłownię na pół roku z góry, czasami faktycznie szkoda go zmarnować, a odsprzedać po dwóch tygodniach – głupio. To przecież oczywiste, że zawiedliśmy.

Częściej taki nagły zapał trwa właśnie około dwóch-trzech tygodni, czasem do dwóch miesięcy – w zależności od postanowienia, a potem ulatuje i wracamy do starych nawyków. Bo to właśnie one wymagają zmiany. Nawyki są wypracowywane przez lata. Nie sposób z dnia na dzień ich wyprzeć czy odwrócić o sto osiemdziesiąt stopni. Zmiana nawyków wymaga czasu i ciężkiej pracy. Ciężkiej, ale przede wszystkim systematycznej. Jeśli faktycznie chcemy trwałej zmiany w życiu, nie ma znaczenia, czy zaczniemy ją wprowadzać 1 stycznia, czy 18 maja albo 7 listopada.

Jednak faktem pozostaje, że 1 stycznia to data bardzo symboliczna i potrafi mieć duże znaczenie na myślenie i działanie. Spełnianie postanowień noworocznych nie tylko poprawia nasze funkcjonowanie wprost, ale też działa pozytywnie na samoocenę. I odwrotnie – jeśli poddamy się, zrezygnujemy, albo po prostu nie uda nam się takiego postanowienia dotrzymać, samoocena spada. Zaczynamy myśleć, że do niczego się nie nadajemy i nie można na nas polegać, skoro jesteśmy w stanie zawieść nawet sami siebie. Łatwo tego uniknąć. Wystarczy sformułować postanowienia w odpowiedni sposób. Postanowienia noworoczne, nie muszą, jak każdy inny cel, być konkretne, mierzalne, określone w czasie. Muszą być przede wszystkim realne. Nie ma sensu obiecywać sobie, że od 1 stycznia nie palę. Nawet przy zastosowaniu farmakologii, proces ten trzeba zacząć co najmniej kilka dni wcześniej. Można za to obiecać sobie, że się ograniczy palenie od 1 stycznia. Brzmi bardziej realnie? I takie jest. Zamiast „w marcu przebiegnę maraton” – mimo że ostatnio to biegłem do autobusu od przejścia dla pieszych i tak się zdyszałem, że przeszło mi 5 przystanków dalej – można postanowić sobie „zacznę chodzić na spacery, a jak już się rozruszam – zacznę biegać”. Zamiast „nauczę się suahili w dwa miesiące” (naprawdę ktoś jeszcze myśli, że to realne?), można postanowić sobie, że zacznie się uczyć języka obcego.

przeprowadzki warszawa – Szukaj w Google

Jeszcze jedna cecha postanowień noworocznych, która utrudnia ich realizowanie, to fakt, że najczęściej czegoś nam one zakazują albo nakazują. Dorosły człowiek podświadomie będzie się im opierał. Dlatego warto też się zastanowić, co chcemy osiągnąć. Nie chodzi przecież o sam fakt chodzenia na siłownię, ale o poprawę kondycji, zrzucenie zbędnych kilogramów albo po prostu lepszy wygląd. Nie chodzi o oszczędzanie dla samego oszczędzania, ale o to, żeby móc sobie kupić coś konkretnego albo zabezpieczyć się na przyszłość. Kiedy uświadomimy sobie ten cel ostateczny, będzie on motywacją pozytywną – w przeciwieństwie do zakazów, które motywują negatywnie, a więc nieskutecznie i na krótką metę – i łatwiej będzie nam dotrzymać sobie danej obietnicy.

Autor: Katarzyna Grochólska